Wbiegłam
po schodach do oranżerii. Wciągnęłam do płuc przesycone zapachem
kwiatów powietrze. Powinnam teraz iść na zajęcia z magii zaawansowanej,
ale jakoś mi się nie śpieszy. Usiadłam na ławce i zaczęłam głaskać
znajdującego się na niej kota.
- Wiesz kotku, coś się ze mną dzieje... Na zajęciach i w ogóle, no i teraz muszę chodzić na te zajęcia, ale i tak ty nic nie rozumiesz. Nagle stało się coś niezwykłego. Kot zamienił się w dziewczynę! - Tylko bez takich! - krzyknęła na mnie - Co ty sobie myślisz? To, że jestem pół-kotem, nie znaczy, że nic nie rozumiem! - wyglądała na zdziwioną. Ja pewnie nie wyglądałam lepiej. - Ja... nie wiedziałam... Że ty... - próbowałam coś skleić, ale język odmawiał mi posłuszeństwa. - Że jestem zmiennokształtna? Nie martw się, wiele ludzi tego nie wie. - Byłaś słodkim kotem - uśmiechnęłam się żartobiwie i poczułam czyjąś zimną dłoń na moim ramieniu. Oczy dziewczyny zrobiły się wielkie jak spodki. Przez to całe zamieszanie, nie zauważyłam, jak ktoś do mnie podchodzi. Odwróciłam się i ujrzałam te straszne oczy. - Proszę, proszę... Kogo my tu mamy - pokręcił głową Elandiel - nie przyszłaś na zajęcia zwrócił się do mnie. - Ja... - Nie obchodzi mnie to! - Krzyknął tak głośno, że było go pewnie słychać w promieniu wielu kilometrów od Instytutu. - Zwracam się także do Pani, pannno Mysthic. Obie pójdziecie ze mną - chwycił mnie za ramię i mocno szarpnął
< Co teraz Collette? >
|
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz